Morze

Polecamy:

Morze
historie z nad morza

Oto trzy wybrane historie:

KOŁOBRZEG
trzecia historia

Podczas pobytu w Kołobrzegu wypoczęliśmy dobrze i naładowaliśmy akumulatory na cały rok. Kiepska pogoda sprawiała wrażenie że nie chce nas puścić nad morze, więc postanowiliśmy na urlop wyruszyć dopiero we wrześniu i dobrześmy uczynili. Przynajmniej ominęły nas deszcze, bo tak naprawdę właśnie teraz zaczęło się w tym sezonie słońce. Kupiłem przewodnik po hotelach motelach i wybraliśmy z żoną ten mały hotel w Kołobrzegu. Trzeba przyznać, że informacje tam zawarte są rzetelne i opis pasował do rzeczywistości. Ciekawe jak inne hotele, które są tu wymienione. Też warto sprawdzić, ale dopiero za rok. Plaża nasza ukochana, szeroka, piaszczysta i niezaśmiecona, jak w wielu innych morskich letniskach. Wypożyczyliśmy z żoną kosz i przesiadywaliśmy w nim prawie całe dnie. Chociaż to słońce było jeszcze silne, ale normalnie wiatr wysmagałby nas dobrze, więc komfort mieliśmy niemały. Aż nam żal było wyjeżdżać. Kupiliśmy paniom z recepcji czekoladę, żeby nas zapamiętały i za rok też mile obsługiwały.

USTKA
drugia historia

Moja dziewczyna zrobiła mi ostatnio niespodziankę i zaprosiła mnie na wekend do Ustki. Już dawno chciałem zobaczyć Słowiński Park Narodowy, ale dopiero teraz udało mi się to marzenie zrealizować. Z Ustki przeszliśmy plażą do parku, który leży między Łebą a Rowami. 32 km naszego bałtyckiego brzegu to północna granica SPN, a chciałem tu być przede wszystkim by zobaczyć wędrujące wydmy. Niektóre z nich mają nawet i 30 m.n.p.m. i przemieszczają się do 10 m na rok. Aśka była zadowolona, bo nie widziała jeszcze w życiu tylu pięknych ptaków. Jest ich tu ponoć 257 gatunków. Do tego wszystkiego pierwszy raz w życiu zobaczyłem torfowisko - aż 46 zespołów roślinnych. Większość czasu spędziliśmy jednak w Ustce. Główną atrakcją pobytu był rejs po Bałtyku. Na staku VIKING wysłuchaliśmy fajnego minikonceru szant. Ustka godna polecenia, dużo atrakcji, wiele do zobaczenia, fajne imprezy.

JASTARNIA
pierwsza historia

Pamiętam, jak jeszcze za czasów studenckich, miałem zrobić reportaż o jakimś polityku. Chciałem zabłysnąć wśród kolegów i zdobyć, jak najlepsze noty, więc zdecydowałem się na osobę Aleksandra Kwaśniewskiego. Pojechałem tropem naszego prezydenta do Jastarni. Gdy dotarłem do Juraty, to okazało się jednak, że go tam już nie ma. Byłem wściekły, ale zrobiłem wywiad z pracownikami rezydencji w Juracie. Chociaż tyle, a takie miałem marzenie, by dotrzeć do najważniejszej osoby w państwie. Oczywiście absurd - nigdy nie dostał się przed jego oblicze, ja zwykły student 2 roku dziennikarstwa, ale próbować zawsze warto. Przy okazji zwiedziłem jednak Jastarnię. Byłem w porcie, na plaży, widziałem chatę rybacką, kapliczkę świętej Rozalii, ale też i trafiłem na coś, co mnie zainteresowało i zrobiłem o tym krótki reportaż. Ośrodek oporu Jastarnia, składający się z pozostałości fortyfikacji z 1939 r. stał się przedmiotem mojego chwalonego przez recenzentów z roku reportażu.